SF wizja, która mnie nachodzi od czasu do czasu.
A gdyby tak przewiercić księżyc, na wylot. Zainstalować akcelerator liniowy. Strzelać z tego sondy, statki, cokolwiek.
Teoretycznie pomysł na wiele zalet:
-zasilanie jest,
-próżnia (prawie),
-brak znaczącej aktywności tektonicznej,
-powinno być tanio utrzymać temperaturę pozwalająca na nadprzewodnictwo,
-ciepłem odpadowym grzać bazę.
Teoretycznie! Jestem w stanie sobie wyobrazić tunel(e) gdzie: "lądują" ładunki z ziemi, bez wypalania paliwa chemicznego, startują ładunki w różnych kierunkach, zależnych od położenia księżyca.
Mając railguna długości średnicy księżyca, dałoby się uzyskiwać spore ∆V (jak na nasze obecne możliwości) zachowując rozsądne przyspieszenia i tym samym wymaganą gęstość energii w dziale.
Problemy jakie widzę to:
-Śladowa atmosfera,
-Zapylenie tunelu,
I generalnie brak doświadczenia w takiej skali i możliwości budowy na księżycu. Na razie.
A co wy o tym sądzicie? Mnie się to wydaje mniej szalonym pomysłem od windy na geo itp.