Trzy kwestie: wykonalność, sensowność, etyka.
Wbrew temu, co piszą powyżej inni dyskutanci, nie widzę powodu dlaczego załogowa misja (i to w dwie strony) do zewnętrznego US (nawet poza orbitę Jowisza) nie miałaby być wykonalna w perspektywie 50 lat. Większość kwestii technicznych zostanie rozwiązana już podczas wyprawy marsjańskiej. IMO w pewnym momencie przekroczony zostanie pewien próg technologiczny i bardzo wiele "kosmicznych spraw" zdarzy się w relatywnie krótkim przedziale czasu.
Problemem jest sensowność takiej wyprawy. Za 50 lat misja bezzałogowa będzie w stanie zrobić wszystko to, co mógłby zrobić na miejscu człowiek. Na Europę polecą raczej autonomiczni robonauci n-tej generacji, posłusznie wykonujący polecenia profesorów na Ziemi.
Kolejna sprawa to etyka. Nie można posłać ludzi na misję samobójczą w sytuacji, kiedy nie jest to absolutnie konieczne. Nie wystarczy powiedzieć, że członkowie załogi sami tego chcieli, że taką decyzję podjęli. Co np. jeśli ktoś się rozmyśli w trakcie wyprawy? Będziemy oglądać w TV panikujących członków załogi, aż do ich ostatnich przedśmiertnych drgawek? Czy też może organizatorzy wyprawy wstydliwie wyłączą kamery?