@Lion97.
No zgadza się. Z LEO musi sobie radzić samo. Na szczęście jest tyle możliwości, od dodatkowego członu, niekoniecznie kriogenicznego, po misje składane z części, jonowce,czy te tak lubiane przez Japończyków niskoenergetyczne orbity. No chyba, że zrezygnujemy z odzysku Starszipa, choć niekoniecznie Superhevy. Wtedy, Starship by zadział jak drugi/trzeci człon Saturna V - ale tu musieli by się wypowiedzieć znacznie, ale to znacznie mądrzejsi ode mnie.
Nie ma innej możliwości. Starship używa silników Raptor, które potrzebują ciekłego tlenu i metanu, więc do lotu na Księżyc i lądowania potrzebne jest orbitalne tankowanie.
No właśnie, od dłuższego czasu, próbuję ci pokazać, że niekoniecznie.
A. Starship dostarcza na LEO ładunek te obecne 40 czy 50 ton. Ładunkiem jest nasza misja, i coś co pozwala jej się jej z LEO wydostać. Od tak topornych rozwiązań jak to
https://en.wikipedia.org/wiki/Star_48
poprzez niekrogeniczne silniki hydrazynowe, które można zatankować na orbicie co ZSSR/Rosja robi już od pół wieku.
poprzez jonowce, żaglowce, plazmowce i inne wynalazki, które różne startupy, pewnie z chęcią spróbują zbudować.
W tym wariancie następuje próba odzyskania Starshipa.
W tym wariancie, można wykorzystać kilka Starshipów do zbudowania na LEO jednej misji.
Albo
b. Nie odzyskujemy Stashipa. Obdzieramy go ze wszelkich rzeczy do lądowania i robimy jak w starym dobrym Saturnie V. Tylko, ze ten unowocześniony Saturn, może odzyskać swój bardzo kosztowny pierwszy człon.
Ale dokładne liczby, musiał by zrobić ktoś znacznie bardziej kompetentny.
Wiesz jaki ciąg ma Start 48? 68t ciągu, więc wytłumacz jak chcesz czymś takim wydostać Starshipa z LEO, który bez paliwa waży ponad 120t, a z paliwem ma masę 1500t! Starship po dotarciu na orbitę nie ma już paliwa, więc jak chcesz wylądować nim na Księżycu bez ponownego zatankowania?
Powtórzę po raz kolejny, Starship jest obecnie rakietą na LEO. Do lotu na Księżyc i dalej potrzebne jest tankowanie orbitalne.
Uwaga. Bedzie powoli i dużymi literami. Nie. Chcę. Wydostawać. Starshipa. Z. LEO. Po prostu. W wariancie "A", Starshipy o podanej przez ciebie ładowności 40 - 50 ton czyli dwa razy większej do STS, montują na LEO misję. Nie wiem co to za misja. Może Gszczepa wygrał dziesięć razy pod rzad kumulacje Jackopta i zdecydował wydać te pieniądze by wysłać na Księżyc Megazorda, aby raz na zawsze udowodnić wyższość robotów nad ludzkimi astronautami

. Zamiast ryzykować, że będzie czekał naście lat na dopracowanie technologi tankowania kriogenicznego Gszczepa dla lądownika swojego robota, wybiera sprawdzoną, niekriogeniczną hydrazynę. Zatem musi do ogólnych kosztów doliczyć skrzynkę wódki, żeby cieć z Moskiewskiego Muzeum Kosmonautyki, wyniósł mu odpowiedni kawałek statku kosmicznego Progress, który od pół wieku dostarcza rzeczoną hydrazyne i czterotlenek azotu, do tankowania silników manewrowych stacji orbitalnych. Albo finansuje coś jeszcze innego.
Tak przykład oczywiście jest niepoważny, ale fakt, że za cenę jednego SLSa, dwa miliardy dolarów, można wynieść na LEO, jak wykazałem wcześniej, od ośmiuset ton na LEO w górę (przy założeniu że płacimy sto milionów dolarów za lot) już taki niepoważny nie jest.
Mając te minimum osiemset ton na LEO za dwa miliardy dolarów, nawet bez tankowania kriogenicznego, można zacząć rozmyślać na naprawdę rożnymi i ciekawymi misjami.
Albo wariant B. Na pałe, czyli Saturn V, ale z odzyskiwanym pierwszym członem. Superhevy ląduje na wieży, jak już dwa razy to zrobił, a odarty do gołej stali Starship, transportuje, oczywiście znacznie ograniczony ładunek (np Gszczepowego Megazorda z hydrazynowym ladownikiem

), na Księżyc. Jaki ładunek? To musi policzyć ktoś znacznie mądrzejszy ode mnie.