@kanarkusmaximus: Ależ ja nie mam pretensji, po prostu jestem nieco rozczarowany odzewem. Wielkiego się nie spodziewałem, ale liczyłem choć na branżę. Mogło się jednak tak zdarzyć, że wysłałem maila z informacją prasową na jakiś stary adres mailowy, stąd problem. Niemniej jestem w 100% pewien, że np. POLSA maila nie zmieniała
To na jaki mail wysłać do Was komplet materiałów?
@Rafał. To teraz moja kolej, ok? Tylko bez spiny proszę.
Przez pierwszą dekadę tego wieku przygotowywałem artykuły popularnonaukowe, dla niemal wszystkich istotnych mediów ogólnopolskich. Przez kilka lat pracowałem też w "Wiedzy i Życiu". Pisanie interdyscyplinarnych artykułów wymagało sporego oczytania. Każdego dnia spędzałem więc ok. dwóch godzin czytając doniesienia prasowe ze świata nauki oraz przeglądając preprinty naukowe. Ile doniesień o sukcesach polskiej nauki w tym czasie przeczytałem - w języku angielskim?
Zero. Zero po dekadzie czytania nawet kilkuset doniesień dziennie.
W 2008 roku zdecydowałem, że introdukuję w Polsce nieistniejący mechanizm komunikacji społecznej między nauką a społeczeństwem, sprawdzony na Dzikim Zachodzie - czyli właśnie informacje prasowe. Z punktu widzenia popularyzatora było to samobójstwo, ponieważ pod informacjami prasowymi podpisuje się nie autor, a instytucja naukowa. Gdy więc inni budowali swą sławę, ja otwierałem drogę polskim naukowcom do partnerskiego traktowania ich osiągnięć naukowych, na podobnym poziomie jak legendarni amerykańscy naukowcy. Uznałem jednak, że warto zrezygnować z własnych ambicji.
Z mojej inicjatywy powstawały pierwsze serwisy prasowe w polskich instytucjach naukowych. Warto tu wspomnieć zwłaszcza o Centrum Badań Kosmicznych PAN, gdzie powstał pierwszy taki serwis w Polsce i skąd wyszedł pierwszy polski news naukowy w j. angielskim dystrybuowany na identycznych zasadach jak newsy reszty świata. O Instytucie Chemii Fizycznej PAN, gdzie przez ponad 10 lat przygotowywałem doniesienia prasowe. O Instytucie Fizyki Jądrowej PAN, z którym wciąż jeszcze współpracuję. O Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, Narodowym Centrum Badań Jądrowych, Instytucie Biologii Doświadczalnej PAN i wielu, wielu innych. Przeprowadziłem tysiące rozmów z naukowcami, w trakcie każdej dyskutując nie tylko na temat samej publikacji, ale również tłumacząc rzeczywistą rolę naukowych informacji prasowych. Przez wiele lat przygotowywałem ponad 50 informacji prasowych rocznie. Dla porównania, gdy zaczynałem swą "misję", cała PAP przez cały 2008 rok opublikowała zaledwie 5 doniesień prasowych z zakresu nauk przyrodniczych i technicznych - i to wyłącznie po polsku.
Przygotowywane przeze mnie materiały prasowe docierały do wszystkich istotnych mediów świata. Widziałem je w kilkudziesięciu językach, a szacunkowy łączny krąg odbiorców należy szacować w miliardach - a mówię tu o oddźwięku miedzynarodowym. Zdarzało się, że redaktorzy zagraniczni brali news napisany przeze mnie, a wersje z "Science" czy Harvardu publikowali po nim.
Przyznam więc, że gdy udzieliłeś mi rad, jak pisać naukowe informacje prasowe, poczułem się rozbawiony.
Pozwól, że pokażę Ci, gdzie popełniłeś błędy w analizie - ponieważ w zasadzie nie mogę się przyczepić tylko do jednego elementu: do długości tekstu. Rzeczywiście, tekst jest długi. Rzadko kiedy widywałem podobne. Wytłumaczę Ci jednak, dlaczego tak się stało. Najpierw jednak komentarze do szczegółów.
Autopromocja? Hm. No tak, w tekście występuję rzeczywiście sporo razy. Tyle że to długi tekst, powinna się więc liczyć nie wartość bezwzględna, a gęstość. Wielokrotne przedstawianie nie ma miejsca w tekście. Po prostu nie rozumiesz wymogów stawianych informacji prasowej. Nie rozumiesz, że lead newsa pełni inną rolę niż abstrakt publikacji naukowej i musi być tak napisany, że funkcjonując samodzielnie powinien sprzedawać określoną treść. Ta treść musi być w istotnej części powtórzona w pierwszym akapicie, ponieważ w ostatecznej publikacji w mediach leadu może nie być. Używanie zaś tytułu "red.", którego nota bene nie lubię, wynika po prostu z konwencji językowych. W j. polskim gadanie po nazwisku uchodzi za mało uprzejme, a bycie nieuprzejmym wobec samego siebie zakrawało na nadmiar autoironii.
W standardowych informacjach prasowych gęstość wypowiedzi jest zbliżona do wspomnianego newsa, lecz rozmywają się one pomiędzy kilku autorów, stąd brak wrażenia powtórzeń. Tu, stety lub niestety, jedynym kompetentnym człowiekiem do opowiadania o Erichu Regenerze jestem tylko ja. Przynajmniej na razie. I oby nie za długo.
Dalej. Analizowałeś news wielowątkowy, do porównań użyłeś jednak schematu newsa jednowątkowego. Tymczasem gdyby patrzeć z punktu wątkowości, doniesienie o Erichu Regenerze to w zasadzie odrębne informacje z kilku dziedziń - technik scyntylacyjnych i pomiarów ładunku elementarnego, badań promieniowania kosmicznego, badań promieniowania kosmicznego tła, fizyki atmosfery oraz astronautyki. Tak szeroki zakres zainteresowań i osiągnięć Regenera spowodował, że byłem zmuszony w tekście adresowanym do laików tłumaczyć kontekst i znaczenie badań (coś, co w zwykłym newsie robi się raz, tu należało zrobić kilka razy) i dodatkowo zmiękczać nadprogramowymi, za to z natury luźniejszymi wypowiedziami.
Promocyjny język? Są tam jednoliniowce, ale takie jest zadanie tekstu adresowanego do mediów: powinno być w nim coś więcej niż suche fakty. Powinien być komentarz, powinny też być emocje - ponieważ są one częścią każdego z nas. I powinny być. Ostatnią rzeczą, którą chcę, byłaby nauka bez emocji.
Dobrze napisana informacja prasowa powinna zachowywać względną spójność nawet po wycięciu części akapitów. To dlatego w poszczególnych akapitach mogą się zdarzyć wtórności - w pełni zamierzone, wynikające właśnie z przystosowania tekstu do szybkiej edycji.
Informacja prasowa o Erichu Regenerze ma jedynie trzy istotne błędy - wszystkie pominąłeś. Pierwszy to ten, że nie jest firmowana przez żadną instytucję naukową, co w kraju kiepskich dziennikarzy, którzy bazują na autorytetach, a nie wartościach merytorycznych, drastycznie ogranicza zasięg newsa. Drugi błąd polega na tym, że w tekście występuje nieznany szerzej dziennikarz, który przez kilkanaście lat odwalał czarną robotę pozwalając błyszczeć innym. Lepiej byłoby, gdyby odkrywcą postaci Regenera był ktoś szeroko znany. Wtedy by się news przebił. A trzeci błąd jest banalny. Erich Regener to bydgoszczanin, ale nie Polak. A my żyjemy w kraju, w którym dziś - jak kiedyś Niemcy w Niemczech - Polak musi być prawdziwszy od Polaka.
Taki świat, panie kolego. Dziś ludzie nie myślą głową. Zresztą... nie mam przekonania, że myślą. Poprawniej byłoby mówić: reagują.
Na koniec: zero emocji w tym poście, po prostu analiza, bo się może komuś przydać, a ja powoli z pisaniem newsów naukowych się rozstaję. Swoje tu zrobiłem. Zatem: z dystansem proszę do powyższych uwag.