No i nadchodzi pomału nasz jakże wielki spóźnialski. Niestety, nawet jak ten lot się uda idealnie, łącznie z lądowaniem, to New Glena czeka minimum rok, a realnie dwa wdrażania i uzyskania jakiejś sensownej ilości startów. A, przypominam, to już nie jest wyścig z Falconem - 9, ten już został przegrany. Tak z pięć razy. To już jest wyścig ze Starshipem. Od tego jednego, jedynego lotu zależy praktycznie czy New Glenn zdobędzie jakąś własną wnękę i "miejsce pod niebem".
Jedyna nadzieję dla new Glenna widzę w tym, że Blue Origin, ma raz sprawdzone niezawodne silniki. Dwa ma unikalne doświadczenie w lądowaniu rakiet. To chyba jedyne dwa powody, dla których nie położyłem na tej rakiecie od razu krzyżyka.