4 godziny przed startem Sojuza 21 pojawił się sygnał ostrzegawczy o przypadkowym wycieku nadtlenku wodoru, który był używany w układzie napędowym rakiety nośnej.
Rakieta była wtedy tankowana, a załoga znajdowała się już na pokładzie statku kosmicznego.
W zbiorniku paliwowym na platformie nie było wystarczającej ilości nadtlenku, aby uzupełnić zapasy rakiety.
Urzędnicy z Komisji Państwowej, którzy zgromadzili się w bunkrze dowodzenia w pobliżu platformy startowej, zablokowali wszystkie (wychodzące) połączenia telefoniczne z obiektu w celu zapobieżenia przedostaniu się informacji do wyższych szczebli władzy.
Jednocześnie nakazali, by lokomotywa przewiozła cysternę do magazynu paliwa (prawdopodobnie w Obiekcie 3) w celu dostarczenia kolejnej partii nadtlenku.
E.A. Zajcew, który był specjalistą mechaniki orbitalnej w projekcie Ałmaz otrzymał od współpracowników propozycję przełożenia startu o jeden lub dwa dni.
Jednak aby umożliwić spotkanie z Ałmazem na orbicie (operacyjnej) o wysokości 275 kilometrów następnego dnia, stacja musiałaby zostać natychmiastowo zniżona na orbitę 205 kilometrów (aby zapewnić niezbędne fazowanie orbity), a następnie ponownie wyniesiona na 275 kilometrów, co wymagałoby zużycia paliwa odpowiadającego zmianie prędkości o 41 metrów na sekundę (Delta V).
Spotkanie za dwa dni „kosztowałoby” 20,5 metra na sekundę w Delta V, ale naruszyłoby to kryteria dotyczące przechowywania rakiety z paliwem na platformie startowej w warunkach 30-stopniowego upału.
Co najważniejsze, w obu przypadkach zużycie paliwa na pokładzie „Almaza” byłoby tak duże, że uniemożliwiłoby przyszłe wyprawy na stację.
Dodatkowo ciężarówka utknęła na przejeździe kolejowym, blokując drogę lokomotywie ze zbiornikiem nadtlenku wodoru w drodze do magazynu.
Ostatecznie udało się ręcznie zepchnąć ciężarówkę z torów, a lokomotywa z paliwem w zbiorniku ruszyła z pełną prędkością na miejsce składowania i z powrotem na platformę startową.
Niemal w ostatnim momencie udało się uzupełnić zapas paliwa w rakiecie i umożliwić natychmiastowe spotkanie z Ałmazem (Salut-5).
Zautomatyzowany system rendez-vous Igła na pokładzie Sojuza po raz kolejny napotkał problem w ostatniej fazie spotkania ze stacją orbitalną.
07.07.1976 ok. 13:40 UTC (16:40 czasu moskiewskiego) Sojuz 21 sterowany ręcznie zadokował do laboratorium orbitalnego.
Po serii kontroli kosmonauci otworzyli właz i przeszli do wnętrza Saluta 5, tracąc jednocześnie kontakt z kontrolą naziemną.
Po pełnym uruchomieniu Saluta-5 załoga przystąpiła do realizacji programu lotu, który określono jako bardziej wymagający niż poprzednie misje ich kolegów na pokładzie Saluta 4 .
W pewnym przeciwieństwie do tajnej ekspedycji na pokładzie Saluta 3 , źródła radzieckie opublikowały dość długą listę eksperymentów zaplanowanych na pokładzie Salut-5 podczas przypuszczalnie licznych ekspedycji.
Intensywny program „cywilny” był uzupełnieniem znacznie ważniejszych i ściśle tajnych zadań obserwacyjnych realizowanych przez wojsko.
W połowie 08.1976 w trakcie pierwszej ekspedycji na Almaza doszło do poważnej awarii zasilania, w wyniku której załoga straciła łączność z kontrolą naziemną.
Syreny zawyły, gdy stacja znajdowała się po nocnej stronie Ziemi, zgasły wszystkie światła, a kosmonauci znaleźli się w całkowitej ciemności.
Szybko zdali sobie sprawę, że wszystko jest wyłączone, łącznie z modułem regeneracji powietrza, co oznaczało, że mieli tylko zasilanie wewnątrz stacji (nie licząc autonomicznych możliwości Sojuza).
Udało się jednak przesłać na Ziemię zakodowany sygnał o awarii na pokładzie.
Była to jednak komunikacja jednokierunkowa i nadal załoga nie wiedziała dokładnie, co się stało.
19.08.1976 Wołynow po raz pierwszy poinformował centrum kontroli lotu, że Żołobow skarżył się na silny ból głowy, a lekarze na Ziemi musieli wydać zalecenia dotyczące sposobu radzenia sobie z tym problemem.
Przez dwa dni wszystko wyglądało w porządku, ale 22 sierpnia Wołynow poinformował przez radio, że stan jego inżyniera pokładowego pogorszył się i oprócz bólu głowy Żolobow cierpiał podobno na nudności i wymioty.
Żadne leki nie pomagały, mimo że, jak później wspominał Wołynow, zużyli „wszystko, co mieli w pokładowej apteczce”.
Żołobow ostatecznie przestał trenować na bieżni, co było wymagane zgodnie z wytycznymi zdrowotnymi, i w większości zaprzestał pracy, zamiast tego okresowo dryfując bez celu po stacji „w stanie relaksu”.
23.08.1976 podczas rozmowy radiowej z centrum kontroli misji Wołynow powiedział, że Żolobow pojawiał się w przedziale roboczym tylko na krótko, a większość czasu spędzał w łóżku.
Wszystkie dane medyczne obu kosmonautów były w normie, w tym wyniki specjalnie zorganizowanego badania kardiologicznego dla Żołobowa.
Wołynow zgłosił także nieprzyjemny zapach na pokładzie stacji, jednak nie udało się ustalić jego źródła, mimo że po raz pierwszy odczuwano go najwyraźniej już 6 sierpnia.
Żołobow najwyraźniej podejrzewał obecność toksycznych substancji chemicznych w atmosferze stacji, co mogło być spowodowane wyciekiem składników paliwa hipergolicznego do przedziałów ciśnieniowych.
Mimo że inżynierowie z firmy „Almaz” wykluczyli taką możliwość, Żołobow podobno upierał się przy swojej „hipotezie” podczas konferencji z centrum kontroli naziemnej, przeprowadzonej 23 sierpnia za pośrednictwem szyfrowanego kanału łączności.
Po tej sesji komunikacyjnej oraz późniejszej naradzie z udziałem przewodniczącego Komisji Państwowej Michaiła Grigoriewa, przewodniczącego Komisji Przemysłu Wojskowego Leonida Smirnowa oraz ministra przemysłu maszynowego Siergieja Afanasiewa urzędnicy podjęli decyzję o ewakuacji stacji.
Decyzję tę przekazał załodze kolega Wołynowa z pierwszej grupy kosmonautów,
Gierman Stiepanowicz Titow.
Nie był to koniec problemów załogi Sojuza 21.
Więcej:
https://www.russianspaceweb.com/soyuz21.html