Błąd czasu w tym timerze wynosił aż 11 godzin. Jak dla mnie to pierwszą warstwą ochrony przed tego typu błędami powinien być wogóle brak możliwości wpisania do timera tak długiego czasu (przynajmniej w fazie od startu z ziemi do separacji Starlinera). Od startu do separacji upływa mniej niż godzina, więc cokolwiek ten timer nie odmierzał musiało trwać najwyżej minuty.
Jeżeli dobrze wyczytałem to stracili komunikację przed tym złym odpaleniem bo Starliner źle się ustawił (bo myślał, że jest gdzie indziej). Jak odzyskali komunikację było już po wszystkim.
Korzystali z TDRS. W przypadku pierwszego lotu to Starliner powinien być "obstawiony" tymi satelitami komunikacyjnymi, tak żeby w każdej jego pozycji można było utrzymać łączność. No i o ile antena nadawcza mogła być wbudowana tylko w jednym miejscu, to anten odbiorczych powinno być więcej, żeby zminimalizować "martwe pola" przy komunikacji z kontrolerami na ziemi.
No ale nic, błąd software/timera naprawią, żadnego zagrożenia dla życia astronautów nie było (w razie powtórki problemu po prostu wrócą na ziemię bez dokowania), lądowanie było udane. Także następny lot może już być z ludźmi na pokładzie, nie ma co przedłużać opóźnień.
Jasne że mogą ludzie lecieć - przynajmniej z pierwszych miejsc zobaczą na własne oczy co ten software zrobi przy dokowaniu!
Coś mi się kojarzy że kilka lat temu Rosjanie próbowali w celu "cięcia kosztów" ręcznie zadokować Sojuza do ISS, a nie automatycznie. Skończyło się bodajże uszkodzeniem węzła cumowniczego. Jeśli automatyka zawiedzie to astronautom z pokładu Starlinera napewno łatwiej byłoby go zadokować ręcznie niż naprowadzać go przez astronautę z ISS. Pozatym jak będzie błąd to raczej "gruby" (jak teraz), więc że dokowanie będzie nieudane stwierdzą już przy zbliżaniu się do ISS, a nie tuż tuż przed samym zadokowaniem (kiedy już mógłby być problem z przerwaniem tej operacji).