Taka ilość planet wpływa na moje myślenie o wszechświecie. Jest to kolejny argument za tym że Ziemia jest tylko nic nieznaczącą drobiną. W obliczu takiej sytuacji cała nasza wymyślona ważność i duma przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Weźmy pod uwagę, że zapewne jakiś procent spośród tych wszystkich potencjalnych istniejących cywilizacji, ulegnie zagładzie np. przez uderzenie komety, wybuch gwiazdy. Jaki jest sens istnienia kiedy np. wybuch gwiazdy zdeterminowany przez prawa fizyczne, powoduje utworzenie cywilizacji a potem jej zagładę? Najprawdopodobniej to powtarza się cyklicznie i niewykluczone, że dzięki temu miały okazję zaistnieć i zginąć już miliony cywilizacji o poziomie znacznie przewyższającym nasz obecny. Niewykluczone, że takowa orbitowała nawet niegdyś na planecie wokół naszego Słońca, podczas którejś z faz życia gwiazdy.
Może nie do końca na co dzień zdajemy sobie z tego sprawę ale wszyscy jesteśmy zbudowani z materiału powstałego w gwiazdach. W "rzeczywistości" wygląda to tak, że wszystko jest kosmicznym pyłem zmieniającym tylko formy. Podobno energii/materii nie można ani stworzyć ani zniszczyć.
Rozpatrując sprawę z fizycznego punktu widzenia. Ilość atomów we wszechświecie szacuje się na 10^80. Ciekawi mnie czy można by wyciągnąć jakieś związki np. ze stosunku liczby planet do liczby atomów we wszechświecie i tak dalej. Czy byłoby to w stanie powiedzieć nam coś o naturze lub organizacji wszechświata? Może jakiś jeden fraktalny wzór powtarzający się w nieskończoność, wyrażony jednym prostym równaniem? Jak na razie coraz więcej zdaje się potwierdzać że żyjemy w swoistego rodzaju wielkiej "matrioszce" lub nawet "hodowli" na ogromną skalę. Tak jak ludzie długo błądzili co do kształtu i ruchu Ziemi, tak będą jeszcze długo błądzić co do działania reszty wszechświata.
Między "życiem" a "cywilizacją techniczną" jest spora różnica. O ile tego pierwszego może być od cholery (niewykluczone, że nawet w naszym US coś znajdziemy), to tego drugiego może nie być wcale.
Ciekawe jest także mówienie o "technice" odnośnie obcych cywilizacji. Czy np. taki nietoperz lub delfin zdaje sobie sprawę z tego, że używa echolokacji? Przecież on nigdy nie słyszał nic o "technice", która tłumaczy nam to zjawisko. Wystarczy wyobrazić sobie obce istoty np. z naturalnie wykształconymi laserami, chodzące naturalne reaktory jądrowe albo nawet istoty reagujące na neutrina. Wiem, to jest absurdalne ale np. na dnie oceanów żyją podobne stwory - świecące lub wytwarzające prąd elektryczny...