Borysie - po prostu same błędy.

Widać, żeś teoretyk, ni inżynier.
"Dla Marsa" - znaczy się dla warunków kolonijnych, gdzie wszystkie feedlines, filtry, sensory, "oczyszczacze", "zasysacze" itp itp by działały w sposób odpowiedni dla tego zastosowania? Czy jesteś absolutnie pewien, że każdy elemencik, łącznie z ruchomymi pompeczkami, jakimiś tam elementami wymagającymi smarowania, czy filtrami wyłapującymi różne mniejsze i większe zanieczyszczenia będzie tam dobrze działać? Nawet na Ziemi w nowych zastosowaniach takiej pewności ni ma.
Wydaje mi się, że lista wymagań by była dość duża - i to ma związek ze wspomnianym przez MIT "flight heritage" i tej "jedynej różnicy", którą dość trudno symulować na Ziemi czy w jej otoczeniu, co mega utrudnia prace zaledwie przy TRL=5.
Ciągły, niezawodny i bezobsługowy? Przecież na miejscu byliby ludzie.
I jesteś pewien, że naprawią każdą awarię "na czas" albo będą przeznaczali dużą część czasu na naprawę tego jednego systemu? Nie byłbym taki pewien... To już przerabiano na ISS, skąd jak na razie dość marne wnioski, co też jest właśnie w tej publikacji MIT.
Tu mocno warto zauważyć, że takich "niezawodnych i bezobsługowych" systemów, które muszą pracować "ciągle" w przypadku wypraw załogowych jest po prostu bardzo dużo. Układ odzyskiwania wody, podtrzymania życia, telekom, recycling kupy i mniej stałych odchodów, zasilania - to tak z głowy strzelam. Pewna ilość części zamiennych poleci z pewnością w misji, niektóre mogą być produkowane lokalnie (sporo się mówi o druku 3d, który in space ma właśnie niski poziom TRL, można strzelać, że TRL=4 dla mikrograwitacji dopiero), ale bez wątpienia wiele trzeba będzie bezpośrednio sprowadzać z Ziemi.
No, albo uprościć konstrukcję, ale zazwyczaj wiąże się to z większą masą, niższymi osiągami (znów większa masa) i potencjalnie częstszą wymianą jakiś "aktywnych" elementów (np filtry = proces oczyszczania albo znów część zamienna) albo wziąć drugą jednostkę (tak jak np układ chłodzenia na ISS). Może jednak na to zabraknąć miejsca w maciupciej kapsule lądującej na Marsie. Dlatego też można strzelić bez większej wtopy, że okres bezawaryjnej i bezserwisowej pracy wszelkich krytycznych/ważnych dla życia urządzeń musi być długi, strzelam, że rzędu lat. Tego nie ma i pewnie o jakiejś cwanej formie demonstracji trzeba będzie pomyśleć.
Najbliższą analogię do tej sytuacji (poza ISS) jaką widzę, to bazy na Antarktydzie albo łodzie podwodne, jednak tam jest znacznie większy "budżet masowy" na części zamienne oraz wykwalifikowanych rąk jest więcej. Zatem niezawodność może być niższa.
Mam wrażenie, że zaczynamy wchodzić w dyskusję rodzaju Sheldon vs Howard. Pytanie - czy jest sens?
