Wzrok nie ma znaczenia, chyba że jesteś daltonistą albo masz minus piątki. Przypominasz mi znajomego, który chciał zostać policjantem - martwił się komisją lekarską, a nie przeszedł nawet testów psychologicznych. Jak już będziesz na tyle przydatny, że będą ci płacić za latanie w kosmos to soczewki nie będą stanowić problemu.
Przejrzyj życiorysy aktualnej załogi ISS, to ci da wyobrażenie o drodze jaką trzeba przebyć: albo polecisz jako wojskowy z ogromnym doświadczeniem lotniczym i porządnym wykształceniem - albo polecisz jako wysportowany jajogłowy z potężnym zapleczem naukowym. Jest jeszcze trzecia droga bazująca na "równouprawnieniu", w myśl której zabierane są kobiety o sporo mniejszych kompetencjach, ale jeżeli nie jesteś kobietą to nie masz co o niej myśleć.
W ogóle kiedyś jeszcze jak rozważałem taką karierę (póki nie poznałem zawodów, które są niebo bardziej fascynujące niż trenowanie przez 5 lat żeby na kilka miesięcy polecieć w kosmos...), sądziłem że tu nie ma innej opcji niż pójście naokoło - zupełnie jak z aplikowaniem do wojsk specjalnych. Zdobądź wykształcenie, umiejętności i doświadczenie, które im się przyda, a potem zaproponuj im swoją osobę. Np. zostań lekarzem, stawiam orzechy przeciw kasztanom, że w misjach na Księżyca/Marsa będzie potrzebny ktoś kto umie na miejscu sposkładać ludzi

To co proponuje Velo to - bez obrazy - kit, taki sam jak ten że do GROMu można się dostać biegając z replikami broni w lasach. Udawanie astronautów/komandosów/jakiegokolwiek elitarnego zawodu nie tylko nie przybliża, ale nawet oddala od celu, bo marnuje się cenny czas na głupoty. A tutaj czas jest ważny, bo w wieku 50 lat nie będziesz już tak sprawny fizycznie i umysłowo jak w wieku 30 lat.