Też niecierpliwie czekając na relację Marsa, przypomnę jak w swych wspomnieniach widzi Jacka Schmitta (bo używał przydomku "Jack") Gene Kranz - legendarny kontroler lotów kosmicznych ("Porażka nie wchodzi w grę", 2010). Otóż m.in. na str. 355 Kranz wspomina, że Schmitt, który nie był zawodowym astronautą, był jednak bardziej lubiany w NASA od innych swoich kolegów.
Ale przede wszystkim stał on się przywódcą "opozycji" względem kierownictwa NASA, które pogodziło się z zamknięciem załogowego programu księżycowego. Zamknięcie to, a właściwie likwidacja, było oczywiście wymuszone drastycznym obcięciem funduszy przez Kongres.
Otóż Schmitt zapoczątkował w swoim mieszkaniu spotkania grupy, która pracowała nad przygotowaniem koncepcji alternatywnych misji księżycowych. Jak pisze Gene: "Wierzyli, że gdyby udało im się zaproponować coś spektakularnego, coś czego nie zrobiono nigdy dotąd, ponownie rozbudziliby zainteresowanie amerykańskiej opinii publicznej i spowodowali przywrócenie odwołanych misji". Myśleli m.in. o lądowaniu na odwrotnej stronie Księżyca.
Jak wiemy, nic z tego nie wyszło, bo raczej wyjść nie mogło.