Załogowa wyprawa na Marsa...pytanie tylko...po co?
W tym wątku podałem argumenty za i przeciw wyprawie załogowej. Ogólnie jestem za taką wyprawą. Chciałbym tego dożyć, choć minie jeszcze co najmniej 10-20 lat. Ludzie mają w naturze zdobywanie miejsc i odkrywanie nowych terenów. Można się spytać po co himalaiści wchodzą na szczyt. Odpowiedź: bo można, bo on tam jest. Podobnie z Marsem czy Księżycem. Ludzie polecieli/polecą, żeby udowodnić że się da. Ktoś fajnie powiedział, że "Ziemia jest naszą kolebką", ale nie można wiecznie żyć w kolebce 
To jest odpowiedź, która najbardziej mi się spodobała. Wyliczanie tych wszystkich pieniędzy "wpakowanych" "niepotrzebnie" w projekty kosmiczne to nie jest żaden argument.
To nie tak, że Benzos zrobił przelew na ileś tam miliardów i wtedy wyprodukowano rakiety i ruszono na Księżyc. Te pieniądze to skała projektu, po którym została infrastruktura która każdego roku generuje korzyści. Nie dało by się tych pieniędzy przeznaczyć na UNICEF tak samo jak ludzie, którzy są zaangażowani w te pracę nie wyjadą z misja pokojowa do najbiedniejszych krajów.
Fajnym pomysłem jest skierować uwagę na oceany albo tereny arktyczne. Czy obydwie perspektywy nie dają się pogodzić? Mówię o eksploracji kosmosu i głębin jednocześnie.
Tak jak napisałem w poprzednio poście my tego nie czujemy ale w innych krajach stosunek rozmiarów populacji do dostępnych surowców i przestrzeni staje się poważnym problemem. Jeżeli zaistnieje iskra nadzieji, że Marsa uda się zamienić w miejscemadajaad się do życia to w ciągu 100-200 lat ktoś się tego pewnie podejmie.
Sent from my iPhone using Tapatalk