No są też tacy, którzy w ogóle zaprzeczają temu, że ludzie tam byli, ale to pozostawiam bez komentarza

jeśli chodzi o film, to uwielbiam go za to, że w tak fantastyczny sposób oddał niezwykłość samego wydarzenia ... Film ma niesamowity klimat, nie mówiąc już o wypowiedziach astronautów ... mi chyba najbardziej utkwiły w pamięci zdania wypowiadane praktycznie na końcu, kiedy Al Bean mówi, ze nie ma dnia by nie był wdzięczny losowi, bo ktoś musiał lecieć i tak szczęśliwie się złożyło, że wybrano jego, tak samo jak wypowiedź Mika Collinsa, że Neail Armstrong urodził się w 1930, Buzz Aldrin urodził się w 1930 i on również urodził się w 1930, że po prostu przydarzyli się we właściwej chwili we właściwym czasie, ale kwintesencją filmu jest chyba stwierdzenie Gena Cernana, że nikt mu nie zabierze tych trzech dni, kiedy żył i pracował na księżycu
Bardzo mi się podoba również, oprócz merytorycznej strony, plastyczność i piękno z jaką reżyser oddał lot na księżyc ... fantastyczna sekwencja startu ze świetnie dobraną muzyką ( aż sobie załatwiłem ścieżkę dźwiękową:) ), można by tak wymieniać cały dzień ... ale muszę tutaj wspomnieć o fragmencie, który dla mnie jest "magiczny" (dałem w cudzysłów bo nie znoszę tego słowa, ale chyba najlepiej oddaje charakter tego co chciałem powiedzieć ), a mianowicie fragment poświęcony spacerom po powierzchni, kiedy już na końcu jest scena,gdzie albo Cernan, albo Shmit stoi w dolinie Taurus Litrrow, pomiędzy tymi fantastycznymi, wysokimi na 4000 m wzgórzami księżycowymi, kamera się oddala i powstaje przepiękny kadr ... oto człowiek, ludzka istota stoi na powierzchni innego ciała niebieskiego, taki mały w porównaniu z tym co go otacza ( nie tylko w sensie wielkości otaczających go wzgórz ) ... scena myślę, że najlepsza w filmie, szczególnie, że świetnie podkreślona muzyką ... aż człowiekowi zapiera dech :p