Też uważam, że skrzydlaki do lotów na orbitę to przerost formy nad treścią, przynajmniej do czasu kiedy napędy nie zostaną przystosowane do pobierania utleniacza z powietrza jak w silnikach SABRE czy SCRAMJET, a nawet wtedy bardziej widziałbym skrzydlaki jako pierwszy stopień TSTO wielokrotnego użytku. Przy dzisiejszych rozwiązaniach napędowych dodatkowa masa skrzydeł i wzmocnienia ogólnej konstrukcji tak drastycznie zmniejsza ładunek użyteczny, że koszty muszą być znacząco wyższe niż klasycznych kapsuł. Myślę za to że forma pośrednia między skrzydlakiem a klasyczną kapsułą czyli kapsuła z małymi lotkami do sterowania w atmosferze pozwalająca bardziej precyzyjnie wybierać miejsce lądowania (najlepiej na ogniu) jest warta uwagi. Mam przeczucie, że program DREAM CHASER jest pierwszy do odstrzału jeśli idzie o dofinansowanie z NASA.