Jest to zaskakujące. Zaskakujący jest też sposób, w jaki NASA się do tego zabrała. Otóż do rozpoznania możliwości producentów wybrała jednego z nich. Takiego, który zrobił to za darmo, ale wskazując oczywiście na siebie jako głównego aktora - bo czego innego można było się spodziewać.
Widzę kilka możliwych wytłumaczeń.
Może rzeczywiście chodziło o rozpoznanie rynku, a właściwie jego reakcji, a w końcu budżet NASA w szczegółach ustalany jest co roku. Dlaczego Bigelow? Może dlatego, że np. za śmiesznie niskie pieniądze NASA dostanie od niego BEAM-a. Ale sądzę, że eksperyment typu BEAM i tak Bigelow musiałby przeprowadzić zanim wysłałby ludzi na swoją stację, zatem interes jest korzystny dla obu stron. Może Bigelow i NASA dostrzegają, że podobny interes można zrobić na Księżycu, włączając do niego przede wszystkim jeszcze SpaceX, o którym też mowa.
Możliwe też, że NASA szuka sobie furtki na wypadek ostrej krytyki, gdy program SLS/Orion będzie już rozwinięty i pochłonie gruuube miliardy, a spektakularnych efektów w postaci lądowania na Księżycu nie będzie, a do Marsa jeszcze bardzo daleko. Jakieś tam ewentualne lądowanie na planetoidzie to nie to. A tu dzięki kilku niskokwotowym porozumieniom można będzie utrzymać w gotowości kilku prywaciarzy, którzy jakby co - gdy już będą latały cięższe Falcony, a BA-330 zostaną przetestowane na orbicie - w ciągu kilku lat będą w stanie coś zmontować za stosunkowo niewielkie pieniądze.