Aby cokolwiek rozruszać towarzystwo, pozwolę sobie napisać co nieco o moim szalonym pomyśle, który mi chodził po głowie w ciągu ostatnich kilku tygodni.
Pewnego dnia trafiłem na kilka papierów, z których wynika, że balony stratosferyczne to świetna i tania platforma do badań w mikrograwitacji. Wszystko się dzieje tuż po uwolnieniu gondoli od balonu. Odpowiednie (aerodynamiczne) konstrukcje są w stanie dostarczyć kilkadziesiąt sekund mikrograwitacji, która jest w wartościach rzędu 10
-3 g. Ponoć 'niższe' (np loty paraboliczne czy zrzuty z wież) metody uzyskiwania mikrograwitacji nie
Pomyślałem sobie, czy nie mielibyśmy szansy sprawdzić tego samemu w ramach misji Hevelius 2. Można zakładać, że dostaniemy kilkanaście sekund mikrograwitacji, którą da się zmierzyć przy pomocy akcelerometrów. Możemy też jeszcze wcisnąć mały demonstrator, który by nagrał, co się działo - oczywiście jeśli budżet masowy na to pozwoli.
I oto jest mój pomysł - zbudować pudełko, wyłożone ciemnym materiałem wewnątrz, wsadzić do niego kulki (choć zastanawiam się nad cieczą jeszcze), kamerę, oświetlenie LED (pewnie 3 małe diody wystarczą) i puścić wszystko w niebo. Wszystko by łącznie ważyło około 150-200 gram maksymalnie.
Sprzęt jest dość prosty - mam telefon komórkowy ZTE model Rome, podłej jakości (ponoć szybko się rozwali), ale z jedną zaletą - jego aparat może nagrywać do około 2 godzin i 20 minut filmu i spokojnie można go zapisać nawet kilka godzin po lądowaniu (czyli jest niskie ryzyko utraty). Ten telefon ma także 'flight mode', czyli nie łączy się z żadną siecią i na dodatek waży tylko 80 gram.
Do tego krótka taśma LED (bawiłem się niedawno takimi taśmami z allegro - kupiłem pęczek za 1,40 zł za 5 cm

), zwykła bateria 12 V (3,5 zł - dają 12 V ale mają małą pojemność - wystarczy na około 160-180 minut), zestaw kulek (dostałem małe i lekkie z labu medycznego - bez obaw - bez E. Coli na powierzchni

), jakieś pudełko małe i ciemny materiał.
Zalety moim zdaniem są takie, że będziemy mogli zademonstrować instalację niezależnego modułu wewnątrz gondoli, zademonstrować osiągnięcie mikrograwitacji przez nasz balon i mieć kolejne urozmaicenie naszej misji.
Potencjalne wady to fakt z telefonem, że trzeba będzie go odpalić pewnie tuż przed samym startem - tak by na ziemi nie stracić czasu na nagrania. Może to nam nieco skomplikować procedury przygotowawcze.
W załączniku telefon ZTE Rome oraz taśma LED jaką nabyłem. Na 5 cm są trzy diody, dające światło białe ciepłe (na załączniku zdjęcie dłuższego odcinka).